Największym problemem budowy nie jest technologia. Jest chaos.

Przez lata byłem przekonany, że największe problemy na budowie wynikają z błędów wykonawczych. Ktoś źle zamontował okno, ktoś inny pomylił poziomy, jeszcze ktoś zapomniał o izolacji. To były rzeczy, które łatwo zauważyć. Widać je od razu i wiadomo, kto za nie odpowiada.

Dopiero po wielu latach zrozumiałem, że większość problemów zaczyna się znacznie wcześniej. Nie na budowie. Przy stole. W miejscu, w którym podejmujemy decyzje.

„Codziennie podejmuję decyzje, do których nie jestem przygotowany”

Pamiętam inwestora, który zadzwonił do mnie kilka miesięcy po rozpoczęciu budowy. Nie prosił o zmianę projektu ani o pomoc w rozwiązaniu jakiegoś problemu technicznego. Powiedział tylko: – Mam wrażenie, że codziennie podejmuję decyzje, do których nie jestem przygotowany.

To zdanie bardzo dobrze opisuje sposób, w jaki w Polsce buduje się większość domów. Najpierw wybieramy działkę. Potem projekt. Później wykonawcę. Po drodze dochodzą instalacje, okna, dach, elewacja, ogrzewanie, wentylacja, fotowoltaika, alarm, oświetlenie, kuchnia, łazienki, podłogi, taras i ogród.

Każdego tygodnia ktoś oczekuje odpowiedzi. Dzisiaj. Najlepiej od razu. Czy parapet ma być z kamienia czy z konglomeratu? Czy wybrać pompę ciepła o większej mocy? Jakie rolety? Jaki kolor elewacji? Jaką dachówkę?

Wyobraźmy sobie samochód budowany w ten sam sposób

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to normalne. Przecież budowa zawsze tak wyglądała. Czy na pewno?

Wyobraźmy sobie przez chwilę, że kupujemy nowy samochód i producent mówi: – Silnik wybierze Pan za dwa miesiące. Skrzynię biegów dopiero po zamontowaniu zawieszenia. A kierownicę najlepiej dobrać, kiedy auto będzie już na lakierni.

Brzmi absurdalnie. A jednak dokładnie w ten sposób od dziesięcioleci budujemy domy. Nie dlatego, że tak jest najlepiej. Po prostu przyzwyczailiśmy się do tego procesu.

Ludzie nie boją się budowy. Boją się chaosu

Im dłużej pracuję jako architekt, tym bardziej jestem przekonany, że ludzie nie boją się samej budowy. Boją się chaosu. Nie wiedzą, ile ostatecznie wydadzą. Nie wiedzą, ile jeszcze decyzji przed nimi. Nie wiedzą, czy wykonawca dobrze doradza, czy po prostu proponuje rozwiązanie, które jest mu wygodniejsze. Nie wiedzą, komu ufać.

I trudno się temu dziwić. Budowa domu jest dla większości ludzi jednorazowym doświadczeniem. Architekt, kierownik budowy czy wykonawca robią to codziennie. Inwestor robi to raz. Trudno oczekiwać, żeby poruszał się w tym świecie równie swobodnie.

Dlatego coraz częściej dochodziłem do wniosku, że problemem nie jest brak wiedzy inwestora. Problemem jest to, że cały proces wymaga od niego podejmowania setek decyzji we właściwym momencie, często pod presją czasu. A przecież większość z nas najlepiej podejmuje decyzje wtedy, kiedy ma spokój. Nie wtedy, kiedy za godzinę przyjeżdża ekipa montować okna.

Największą innowacją nie będzie materiał. Będzie porządek

Pewnego dnia uświadomiłem sobie coś jeszcze. Przez lata próbowałem projektować lepsze domy. Może powinienem zacząć projektować lepszy proces ich powstawania.

To była dość nieoczywista myśl. Architektów uczy się projektowania budynków. Nikt nie uczy projektowania procesu. A przecież nawet najlepszy projekt może zostać zepsuty przez zły sposób jego realizacji.

Od tamtej pory coraz mniej czasu poświęcałem zastanawianiu się nad tym, z czego zbudować ścianę. Znacznie bardziej interesowało mnie, jak sprawić, żeby inwestor nie musiał codziennie podejmować przypadkowych decyzji. Jak sprawić, żeby koszt budowy domu był przewidywalny. Żeby harmonogram był zrozumiały. Żeby każdy wiedział, co wydarzy się za tydzień, za miesiąc i za pół roku.

Dzisiaj myślę, że właśnie to odróżnia dobrą budowę od złej. Nie liczba problemów. Problemy pojawiają się zawsze. Różnica polega na tym, czy proces został przygotowany tak, żeby można było je spokojnie rozwiązywać.

Po ponad dwudziestu latach pracy jestem przekonany, że największą innowacją w budownictwie nie będzie kolejny materiał ani kolejne urządzenie. Największą innowacją będzie uporządkowanie procesu. Bo kiedy proces jest dobry, ludzie znowu mogą skupić się na tym, co naprawdę ważne. Na swoim przyszłym domu. A nie na gaszeniu kolejnych pożarów.

Zobacz też