Dlaczego większość ludzi zaczyna od niewłaściwego pytania
Nie pamiętam już, ile razy podczas pierwszego spotkania usłyszałem pytanie: „Ile kosztuje metr kwadratowy?”. Za pierwszym razem odpowiedziałem tak, jak odpowiada większość architektów. Podałem orientacyjny przedział cenowy, wyjaśniłem, od czego zależą koszty i zacząłem opowiadać o technologii.
Dzisiaj odpowiedziałbym zupełnie inaczej. Powiedziałbym, że to nie jest pytanie, od którego warto zaczynać.
Dlaczego jedna liczba nie opisuje domu
Nie dlatego, że pieniądze nie mają znaczenia. Wręcz przeciwnie. Budowa domu jest jedną z największych inwestycji w życiu większości rodzin. Tym bardziej dziwi mnie, że tak często próbujemy sprowadzić ją do jednej liczby.
Wyobraźmy sobie, że ktoś pyta, ile kosztuje samochód. Odpowiedź brzmi: „to zależy”. Nie dlatego, że sprzedawca nie chce odpowiedzieć, ale dlatego, że nie wie jeszcze, czego naprawdę potrzebuje klient. Czy samochód będzie jeździł głównie po mieście, czy codziennie pokonywał setki kilometrów? Czy ma służyć pięcioosobowej rodzinie, czy jednej osobie? Czy najważniejsze jest bezpieczeństwo, ekonomia, komfort, a może osiągi?
Z domem jest dokładnie tak samo, z tą różnicą, że konsekwencje podjętych decyzji będą towarzyszyć nam nie przez kilka, ale przez kilkadziesiąt lat.
Schemat, który powtarza się przy każdej rozmowie
A jednak od wielu lat obserwuję ten sam schemat. Zanim inwestor opowie o swojej rodzinie, o działce, o planach na przyszłość i o tym, jak chce żyć, pyta o technologię albo o cenę za metr kwadratowy.
To naturalne. W końcu właśnie tego nauczył nas rynek. Producenci przekonują, że ich materiał jest najlepszy. Jedni mówią o cegle, inni o betonie, jeszcze inni o prefabrykacji. Każdy pokazuje swoje przewagi, parametry techniczne i certyfikaty.
Mam jednak wrażenie, że w całej tej dyskusji zgubiliśmy coś znacznie ważniejszego. Zapomnieliśmy, po co właściwie budujemy dom.
Ludzie nie marzą o współczynniku przenikania ciepła
Przez wiele lat miałem okazję projektować dla bardzo różnych ludzi. Niektórzy marzyli o niewielkim domu, w którym wszystko będzie blisko. Inni chcieli przestrzeni dla dużej rodziny. Byli tacy, którzy całe życie pracowali za granicą i wracali do Polski z myślą o spokojnej emeryturze. Spotykałem przedsiębiorców potrzebujących miejsca do pracy, młode małżeństwa planujące pierwsze dziecko i osoby, które chciały po prostu obudzić się rano z widokiem na las.
Wiecie, co ich łączyło? Żadne z nich nie marzyło o współczynniku przenikania ciepła ściany. Nikt nie opowiadał o grubości izolacji. Nikt nie mówił, że jego największym marzeniem jest konstrukcja z drewna albo z betonu.
Ludzie opowiadali o swoim życiu. Chcieli wspólnych śniadań. Chcieli usiąść wieczorem przy kominku. Chcieli patrzeć, jak dzieci bawią się w ogrodzie. Chcieli zaprosić przyjaciół. Chcieli mieć miejsce, do którego będą wracać z przyjemnością.
To właśnie jest prawdziwy początek projektowania. Nie technologia. Nie materiał. Nie cena. Człowiek.
Dom to scenografia codziennego życia
Im dłużej pracuję jako architekt, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dom nie jest obiektem budowlanym. Jest scenografią codziennego życia.
W jego wnętrzu będą odbywały się rodzinne święta, pierwsze kroki dzieci, długie rozmowy przy stole i zwykłe poniedziałkowe poranki. To tam będziemy pracować, odpoczywać, chorować, śmiać się i planować kolejne lata.
Trudno więc zaakceptować sytuację, w której o miejscu, w którym spędzimy znaczną część życia, decyduje przede wszystkim cena za metr kwadratowy. To trochę tak, jakby wybierać książkę wyłącznie na podstawie liczby stron.
Największym problemem nie są materiały, tylko sposób decyzji
Z biegiem czasu doszedłem do prostego wniosku. Największym problemem współczesnego budownictwa nie są materiały. Nigdy nimi nie były. Największym problemem jest sposób podejmowania decyzji.
Większość inwestorów przez wiele miesięcy porównuje technologie, a zaledwie kilka godzin poświęca na zrozumienie własnych potrzeb. A przecież powinno być dokładnie odwrotnie. To nie technologia definiuje dobry dom. To dobrze postawione pytania prowadzą do właściwych odpowiedzi.
Dlaczego powstało NOBÔ
To właśnie z tej obserwacji narodziło się NOBÔ. Nie chcieliśmy stworzyć kolejnej technologii budowy ani kolejnego katalogu gotowych projektów. Chcieliśmy stworzyć sposób myślenia o domu.
Taki, który pozwala rozpocząć od człowieka, następnie zrozumieć miejsce, później zaprojektować architekturę, a dopiero na końcu dobrać technologię, materiały i sposób realizacji.
Bo wierzę, że kiedy zmienimy pierwsze pytanie, zmienią się również wszystkie odpowiedzi. I być może właśnie od tego powinna zaczynać się każda budowa domu.